W środę 13 marca mija sto lat od śmierci mojego pradziadka Bogumiła Labusza, bojownika o polskość Mazur i prawa ówczesnych chłopów, zwanego „Mazurskim Generałem”. Z tej okazji przypominam Jego biografię spisaną przez historyka Szymona Dreja


Bogumił Labusz, zwany Mazurskim Generałem to jeden z najbardziej oddanych i najwybitniejszych bojowników o polskość Mazur. Zapomniany dziś bohater, całe niemal swoje życie poświęcił sprawie polskiej w Prusach Wschodnich. Mimo jego zaangażowanego życia, niewiele wiadomo, a jego biografia wciąż zawiera wiele białych plam, które powinny zostać wypełnione, by „czas nie zaćmił i niepamięć”.

Bogumił (Gottlieb) Labusz urodził się 24 sierpnia 1860 roku we wsi Rumy koło Dźwierzut. Jego rodzina pochodziła najprawdopodobniej z francuskich hugenotów, którzy schronili się w Prusach, pod koniec XVII wieku, w obawie przed prześladowaniami religijnymi. Ojciec Bogumiła, Jakub Labusz, był średniozamożnym rolnikiem, doskonałym i zaradnym gospodarzem, co odziedziczył później i nasz bohater.

W domu Labuszów mówiło się i myślało po polsku. W tym też języku odebrał Bogumił wykształcenie. Pomimo narastających bowiem procesów germanizacyjnych w państwie pruskim, potrzeba było wielu lat, by skutecznie wyrugować ze szkół ojczystą mowę Mazurów. W nauce języka niemieckiego nie poczynił Labusz postępów również w czasie obowiązkowej służby wojskowej w Królewcu, gdzie nauczył się tylko niezbędnych dla żołnierskiej służby zwrotów. Po zrzuceniu znienawidzonego munduru pruskiego Bogumił ożenił się z Wilhelminą z Piętków i osiadł we wsi Hozembark, w pięknym, stylowym, mazurskim domu.

W 1896 roku Labusz wkroczył na arenę życia politycznego. To w jego domu i z jego inicjatywy w październiku roku zawiązała się Mazurska Partia Ludowa, pierwsza tego typu organizacja polska w Prusach Wschodnich która, obok haseł wyzwolenia społecznego, mówiła także o wyzwoleniu narodowym. Partia ta wprost upominała się o „język ojczysty” i występowała „przeciw wyzyskowi ze strony majątkarzy”. Akcję założenia partii poprzedziła akcja propagandowa wydawanej w Ełku przez Karola Bahrkego „Gazety Ludowej”, której nasz bohater był współpracownikiem.

W hozembarskim domu Labuszów odbywały się zakonspirowane spotkania założycieli partii na które, ku swemu utrapieniu, nie mieli wstępu szpicle, donosiciele i żandarmi. Jako członek Mazurskiej Partii Ludowej dał się poznać Bogumił dopiero rok po założeniu partii, w 1897. Wówczas to stanął na czele podkomitetu wyborczego na okręg szczycieńsko-mrągowski. Jednocześnie znalazł się w zarządzie rejonowym swej partii, w skład którego wchodziło, obok niego, jeszcze sześciu innych gospodarzy z Hozembarka i dwóch sąsiednich wiosek.

Głośnym wówczas echem odbiło się zorganizowanie przez Labusza i jego towarzyszy wiecu wyborczego w Szczytnie, w lutym 1898 roku, na którym dokonano prezentacji kandydata Mazurskiej Partii Ludowej do Reichstagu, Zenona Eugeniusza Lewandowskiego. Przy stole prezydialnym zasiadł wtedy i sam Labusz, którego już wówczas, z racji zaangażowania i talentów przywódczych nazywano „generałem”. Pamiątką po tamtym wydarzeniu stała się broszura zawierająca mowę kandydata Lewandowskiego, która została przygotowana, gdzieżby indziej, w hozembarskiej kwaterze głównej „generała”. Lewandowski nie został wprawdzie posłem, odniesiono jednak niemały sukces – otrzymał bowiem aż 6000 głosów, podczas gdy jego niemiecki kontrkandydat – 7200. Aktywność i skuteczność Labusza opisywana była przez „Gazetę Ludową”.

Po tym pamiętnym wydarzeniu mazurski ruch ludowy zaczął ponosić dotkliwe klęski, tak wyborcze, jak i propagandowe. Zlikwidowano „Gazetę Ludową”, która gorąco popierała nie tylko Mazurską Partię Ludową, ale była tubą całego ruchu mazurskiego i walki o mowę ojczystą. Ożywienie działalności partyjnej partii Mazurów przyszło dopiero w 1903 roku, za sprawą właśnie Bogumiła Labusza, który stanął na czele Mazurskiej Partii Ludowej i pełnił funkcję przewodniczącego bez przerwy aż do wybuchu pierwszej wojny światowej.

Niestety, nieuczciwe postępowanie i fałszowanie wyników wyborczych sprawiły, że kandydatura Labusza w wyborach do Reichstagu przepadała w kolejnych wyborach (1903, 1907). Sam kandydat tak opisywał te pruskie praktyki w wywiadzie, jakiego udzielił w 1907 roku warszawskiemu „Tygodnikowi Ilustrowanemu”:

„Gdyby tylko agitowali uczciwie, to czapkami byśmy ich zarzucili. Ale ci, na swoje usługi mają całą zgraję rektorów (nauczycieli) i żandarmów i innych beamtów, co swoim wpływem, groźbą, prośbą i presją, wódką i cygarem i talarem prowadzą agitację. Niby to wybory do Reichstagu są tajne, ale nie na Mazurach. Kartki sami kontrolują, po ukończonych wyborach nasze niszczą albo dokładają kartki na konserwatystę, a rektorzy nawet nakazują dzieciom kraść nasze kartki rodzicom ze skrytek i za zapłatą przynosić do szkoły na podarcie. A żandarmi, a wójtowie! Nadużyć powagi władzy nie wyliczyć i to nie ukrycie, ale otwarcie mocą swego urzędu gniotą i prześladują zwolenników partii ludowej”.

Porażki wyborcze uświadomiły Labuszowi i innym zwolennikom Mazurskiej Partii Ludowej, że aby odnieść sukces, aby agitować za polskością mazurskiej ziemi, konieczna jest praca u podstaw, która w pierwszym rzędzie powinna przynieść uniezależnienie ekonomiczne uciskanej ludności polskiej w Prusach Wschodnich. Nie było bowiem tajnym, że mazurscy Polacy, popierający ruch narodowy, mieli trudności w otrzymywaniu pożyczek i byli szykanowani, także w aspekcie materialnym. Z tego powodu jesienią 1910 roku z inicjatywy Bogumiła Labusza założono w Szczytnie Bank Mazurski.  Sam założyciel banku stanął na jego czele. Założenie mazurskiej instytucji finansowej było możliwe dzięki składkom drobnych rolników oraz pomocy Banku Ludowego z Lubawy i jego szefa dra Rzepnikowskiego. Bank wypłacał udziałowcom 4,5% odsetek. Było to możliwe dzięki społecznej i charytatywnej pracy związanych z nim ludzi.

Jakby tego było mało dla wiecznie niespokojnego Bogumiła Labusza, w 1911 roku ponownie kandydował do Reichstagu, w oparciu o radykalny program społeczny, który tak sformułował na łamach „Mazura”: „Chcecie nam wydrzeć naszą gadkę mazurską, usuwacie nabożeństwa polskie z kościołów, utrzymujecie nas w ciemnocie, a w końcu chcecie nam zabrać ziemię, tę naszą własną, przez ojców naszych i nas ciężko zapracowaną…”. Wybory przegrał, ale nie powstrzymało go to przed dalszą działalnością dla dobra Mazurów.

W 1913 roku partia, na której czele stał, założyła w Szczytnie Mazurskie Kółko Rolnicze, instytucję, której zadaniem było służyć rolnikom w uzyskaniu porady prawnej i w wymianie poglądów na temat nowoczesnych sposobów uprawy roli. Ponieważ Labusz był wówczas niezwykle przeciążony obowiązkami, nie wszedł do kierownictwa tej nowej instytucji mazurskiej, to jednak nie powstrzymało go od wzorowego prowadzenia komórki Kółka, której siedziba znajdowała się oczywiście w jego domu w Hozembarku, który ponadto służył jako czytelnia ludowa i wypożyczalnia książek, upowszechniając tym samym słowo polskie wśród polskojęzycznych mieszkańców powiatu szczycieńskiego.

Jego wzorowe, 70-hektarowe gospodarstwo podawane było za przykład i często odwiedzane przez innych rolników chcących podpatrzeć, jak dobrze gospodarować. To z tego powodu pisano o nim w „Gazecie Ludowej”: „Kto chce mieć dobrą maszynę, ten niech porozmawia z mazurskim gospodarzem Labuszem, a nie z innym. Rodacy, swój do swego, popierajcie przemysł nasz!”.

Władze pruskie, nie mogąc oficjalnie nic uczynić Labuszowi, nieustannie go inwigilowały i czekały tylko okazji. Ta nadarzyła się, gdy wybuchła I wojna światowa. Mazurski działacz został aresztowany i oskarżony o zdradę stanu i działalność szpiegowską. Nawet dla militarystycznego państwa pruskiego oskarżenia te były na tyle absurdalne, że Labusz, między innymi dzięki zeznaniom swego towarzysza Gustawa Leydinga seniora, został uniewinniony i zwolniony do domu.

Z tego okresu pochodzi anegdota, która chyba najbardziej ukazuje upór i twardy charakter „mazurskiego generała”. Otóż nad domem Labuszów w Hozembarku przez wiele lat widniał wizerunek białego orła. Gdy po zwycięskiej bitwie z Rosjanami do Hozembarka zawitał sam generał Mackensen, kazał roztrzaskać rzeźbę. Ledwo jednak wyjechał, na szczytowej ścianie domu pojawił się kolejny orzeł.

Klęska niemiecka podczas I wojny światowej dała nowy impuls i możliwość upomnienia się Mazurów o swoje prawa. W roku 1917 Bogumił Labusz stanął na czele tajnego Komitetu Obywatelskiego w Nidzicy. W kolejnym roku reprezentował Mazurów w Naczelnej Radzie Ludowej i Sejmie Dzielnicowym w Poznaniu. Aktywnie włączył się w działalność plebiscytową. Samego jednak plebiscytu już nie doczekał. Nie był zatem świadkiem klęski sprawy polskiej w Prusach Wschodnich.

Gdy zapadł na ciężką chorobę, został umieszczony w szpitalu w Królewcu. Czując zbliżającą się śmierć, nakazał się jednak zawieźć do swego ukochanego Hozembarka. Nie zdążył już tam jednak dotrzeć za życia. Zmarł 13 marca 1919 roku w Jezioranach. Pochowano go jednak w jego wsi, dla której tyle dobrego zrobił.

Dziś niewielu pamięta o Bogumile Labuszu, niewielu jednak pozostało kultywujących dawne mazurskie tradycje i pielęgnujących pamięć o bohaterach, którym przecież winni jesteśmy pamięć. Próżno też na dzisiejszych mapach szukać wioski Hozembark. W 1948 roku nadano jej, na cześć „generała”, nazwę Labuszewo.

Zostaw komentarz