Zielona drużyna bardziej jak rodzina
sobota, styczeń 07, 2012Wstępując do PSL nie myślałam o karierze politycznej, ale o kontynuacji rodzinnych tradycji i działaniach na rzecz mojej małej ojczyzny. Sukces nie przyszedł sam, musiałam ciężko na niego pracować. W żadnym wypadku akces do PSL nie oznacza otrzymania dobrej posady, a tak między wierszami można wyczytać w omawianym tekście. Zawsze i wszędzie na świecie łatwiej zrobić karierę będąc w partii koalicji rządzącej niż w partii opozycyjnej, zawsze i wszędzie trzeba być jednak przede wszystkich fachowcem.
Autor artykułu na różne sposoby próbuje udowodnić rozgłaszaną przez naszych konkurentów tezę, że PSL to partia karierowiczów. Zupełnie jakby nie wiedział, że jesteśmy jedynym ugrupowaniem na polskiej scenie politycznej, które od ponad stu lat nie zmienia poglądów, misji i filozofii. Nie rozumiem też, co złego w tym, że partia dba o swoich ludzi. Być może nasz światopogląd jest nieco staroświecki w czasach, gdy jedni politycy zmieniają poglądy i fronty zależnie od okoliczności, a inni wyrzucają niedawnych zauszników za błahą różnicę zdań. W ten sposób pokazujemy, że ludzi PSL bardziej łączy więź podobna do rodzinnej niż domniemane karierowiczostwo.
W artykule dostaje się też posłowi Stanisławowi Żelichowskiemu, szefowi PSL w regionie. Jego słowa, że "ministrowie są od spraw przyjemnych" zostały całkiem wyrwane z kontekstu. Poseł Żelichowski wypowiadał się w odniesieniu do ludzi PSL z regionu pełniących funkcje wiceministrów (jako zastępcy szefów resortów pozostają w cieniu, muszą być doskonałymi fachowcami w swojej "działce"). W żadnym wypadku nie umniejszał roli, odwagi i merytorycznego przygotowania ministrów rządu PO- PSL! A że nie są oni "od spraw przyjemnych", udowadnia ostatnio choćby Bartosz Arłukowicz. Poseł Żelichowski jest doskonałym mówcą, nie stroni od metafor, które zrozumieć może jednak tylko ktoś obdarzony równie wysoką inteligencją i... poczuciem humoru. Właśnie sile przebicia posła Żelichowskiego autor i jego niektórzy rozmówcy przypisują dwuosobową (i w perspektywie trzyosobową) reprezentację ludowców z Warmii i Mazur w rządzie PO- PSL. Osobiście mam jednak inną hipotezę. Piotr Tymochowicz, najskuteczniejszy polityczny marketingowiec w Polsce, podkreśla w swoich książkach, że jednostka największą szansę na sukces ma wtedy, gdy gra w równym stopniu na siebie i na grupę jednocześnie. To twierdzenie udowodnił w matematyczny sposób również noblista John Nash. My w PSL od zawsze, intuicyjnie, postępujemy wedle tej zasady. Może w innych partiach jest po prostu zbyt wielu solistów?
| Maj - 2012 | ||||||
| Ni | Po | Wt | śr | Cz | Pi | So |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
06 |
07 |
08 |
09 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | ||
